Beata Okuszko

Jak sobie poradzić w nowej szkole?


Nowa szkoła - liceum - to ogromny krok naprzód. Już zostawiasz za sobą zabawki przeszłości i wkraczasz w niemal dorosłe życie, w którym reguły są już trochę inne. Boisz się? To nic dziwnego. Oto mały poradnik, specjalnie dla Ciebie, pierwszoklasisto.



Najważniejsze - dotrzeć na miejsce

Pierwszy dzień szkoły jest bardzo stresujący dla wszystkich - szczególnie dla pierwszoklasistów. Trzeba się do niego należycie przygotować, a przede wszystkim - wiedzieć, jak do Twojego liceum dotrzeć. Dlatego powinieneś najpierw sprawdzić, czym do szkoły dojechać lub jak ewentualnie do niej dojść. Rozkład jazdy powinieneś mieć opanowany, najlepiej skserować go sobie i mieć razem z biletem miesięcznym. I trzeba wziąć jedną poprawkę - na rozpoczęcie roku jedzie się średnio 2 czy 3 razy dłużej niż zwyczajnie. W szkole najlepiej być już trochę wcześniej niż trzeba. Jeśli w nowym liceum nie masz żadny znajomych, jak najwcześniej spróbuj poznać kogoś z Twojej nowej klasy - we dwójkę raźniej! (łatwiej Wam będzie np. zlokalizować salę, w której macie spotkać się z wychowawcą). Wszystkie dane, dotyczące zebrania w pierwszy dzień powinny znajdować się w szkolnej gablotce, więc w razie czego możesz tam zawsze zajrzeć.

Gdybyś się zgubił, nie wstydź się pytać. Po prostu zaczep jakiegoś nauczyciela albo ochroniarza. On powinien udzielić Ci niezbędnych instrukcji, w razie czego nawet odprowadzić do klasy. Jeśli już naprawdę nikogo na korytarzu nie znajdziesz, to poszukaj na ścianach planu budynku - musi gdzieś się znajdować, bo jest niezbędny do ewakuacji.

Kto z kim przestaje...

Nowa szkoła to nowi znajomi. Najważniejsi są ci z Twojej klasy, bo to z nimi będziesz uczestniczył w codziennych lekcjach. Nie bój się ich - to są tacy sami wystraszeni ludzie jak Ty, nawet jeżeli zgrywają "twardzieli". Nie wstydź się zagadać do nich, ale też nie przesadzaj z wylewnością, przecież ich jeszcze nie znasz. Na początek najlepiej wypatrzyć kilka osób, które przynajmniej wizualnie Ci się podobają, wydają ci się najbardziej do Ciebie podobne. Najważniejsze, to być sobą, bo pierwsze wrażenie bardzo się liczy, a Wasza znajomość trwać będzie przez długie trzy lata liceum. Nie staraj się na siłę przypodobać, ale też nie krytykuj nikogo i nie oceniaj z góry. Dobrze jest jak najwcześniej wymienić się numerami telefonów. Przydadzą się chociażby po to, żeby spytać o zadanie.

Już w pierwszym miesiącu Twoja klasa będzie miała najprawdopodobniej zajęcia integracyjne, na których pedagog lub psycholog będzie pomagać Wam w pogłębianiu relacji, a raczej w pobieżnym poznaniu się między sobą. Innym rodzajem integracji, jaką preferują licealiści, jest wyjście na piwo w plenerze lub w lokalu. Ze względu na niedostateczny wiek, zazwyczaj wybierają łono natury. Nie musisz pić - to niby rozluźnia atmosferę, ale prawda jest taka, że można z siebie zrobić idiotę i zrazić do siebie resztę. Najlepszym rozwiązaniem jest pobyć z rówieśnikami godzinkę, popijając colę, a potem wrócić do domu. I jeszcze raz - nie popisuj się. Fajnie jest być na luzie, ale pozerzy robią fatalne wrażenie. Potem trudno jest odzyskać twarz. Lepiej nie ryzykować. Poza tym wcale nie musisz robić tego, czego oczekują od Ciebie nowi znajomi, jeśli czujesz, że jest to niezgodne z Twoją naturą. Oni nie mają prawa Ciebie zmieniać, a Ty nie masz prawa rozkazywać im. Od początku trzeba uczyć się mówić "nie". Twoja odmowa na pewno nie zrazi do Ciebie nowych kolegów, wręcz przeciwnie - może sprawić, że zyskasz ich szacunek! Jeśli będziesz zgadzał się ze wszystkim i słuchał każdego polecenia, to wkrótce staniesz się klasowym popychadłem. Ale oczywiście nie powinieneś przeginać w drugą stronę - ludzi zawsze "na nie" też trudno polubić. Dlatego słuchaj przede wszystkim samego siebie - swojego sumienia.

W szkołach panuje pewna studencka tradycja - otrzęsiny. Najczęściej to po prostu impreza organizowana przez starszych kolegów. Wszelkie molestowanie "kociaków" jest w szkołach surowo wzbronione, więc nie musisz bać się wrogości ze strony uczniów wyższych klas. A ciche "kici, kici..." należy przyjąć do wiadomości z humorem.

Nauczyciel, nasz pan...

Niestety, to prawda. Nauczyciel jest absolutnym władcą na danej lekcji, a próba sprzeciwu przypomina walkę z wiatrakami. On nie jest po to, by ci przeszkodzić w rozwoju, chociaż często robi takie wrażenia.

Pamiętaj, że nauczyciel też potrafi być złośliwy, a oceny w dzienniku mogą zmienić się znacznie z powodu zachowania. Nie pomyl więc aserytywności z byciem niegrzecznym. I oczywiście gryź się w język za każdym razem, kiedy masz ochotę powiedzieć brzydkie słowo!

Zdarzają się nauczyciele, delikatnie mówiąc, ograniczeni. Z takimi nie warto się kłócić, nawet jeśli jesteś przekonany o swojej racji. Jeśli czujesz się niespełniony w wyrażaniu własnego zdania, rozładuj się na religii. To chyba przedmiot stworzony dla sfrustrowanych uczniów. (etyka też się nadaje ;))

Bywają na szczęście nauczyciele, którzy zachęcają do prezentowania własnego zdania - z takich okazji korzystaj. Kiedy profesor pyta klasę, to się zgłaszaj! Nie ma w tym żadnego obciachu, a pomyłka nie jest karana, o ile nie jest to odpowiedź na ocenę.

Zasadnicza różnica pomiędzy nauczycielami w gimnazjum a w liceum jest tzw. "nie ma zmiłuj". Nie umiesz, siadasz z oceną niedostateczną. Zadania domowe są regularnie sprawdzane, zwłaszcza na początku - pod koniec roku nauczyciele sobie zazwyczaj odpuszczają. Odpowiedzi na ocenę są trudniejsze, a co najważniejsze - bardzo częste, zwłaszcza w tych lepszych szkołach.

Nauczyciel w liceum wymaga od Ciebie więcej twórczego myślenia, pytania stawiane na zajęciach nie są jednoznaczne, wymagają wnikliwej analizy. Ponadto odpowiedzi na nie zazwyczaj jest kilka, dlatego nie dziw się, jeśli koledzy będą mieli inne zdanie, które także będzie uznane za poprawne. Nie ma obijania się - jeżeli długo nic nie robisz, nauczyciel na pewno zwróci na Ciebie uwagę i zapyta. Dlatego warto jest aktywnie uczestniczyć w lekcjach, a przynajmniej słuchać.

Trudno jest poskarżyć się na nauczyciela i zazwyczaj jest to nieopłacalne. Takie skomplikowane problemy najlepiej zgłaszać wychowawcy, który będzie próbował załatwić sprawę polubownie. Jeżeli nauczyciel dopuścił się rażących przewinień, np. bił Cię lub szydził z Ciebie, to nie wahaj się powiedzieć rodzicom, a potem dyrekcji. Ale takie przypadki zdarzają się niezwykle rzadko.

Pamiętaj, że tylko ci "najgłupsi" nauczyciele lubią lizusów. Podlizywanie się nauczycielom zdyskwalifikuje Cię w oczach samych belfrów jak i przyjaciół.

Zrób sobie przerwę!

No, na przerwie jesteś wreszcie człowiekiem wolnym. Możesz zjeść kanapkę i odprężyć się przez te 10 minut... Ale uwaga! W większości szkół zabronione jest wychodzenie w tym czasie poza teren liceum (oczywiście, notorycznie łamane).

Lepiej uważać z paleniem papierosów. W ubikacji może zaskoczyć Cię czujnik dymu. Jeżeli w szkole jest patio, raczej nie ryzykuj, nawet jeżeli widzisz, że inni palą - uczniowie poniżej 18 roku życia doczekają się donosu do rodziców; pełnoletni opłat. Notoryczne palenie grozi wyrzuceniem ze szkoły.

Nie warto jest robić sobie przerw w czasie lekcji, ponieważ obecności się liczą. Jeżeli nie byłeś na ponad połowie zajęć z danego przedmiotu, grozi Ci nieklasyfikowanie. Jeżeli już uciekniesz z lekcji nie czaj się po szkole, ale też nie zaznaczaj wyraźnie swojej obecności. I najlepiej myśl już nad usprawiedliwieniem.

Przerwa jest wspaniałą okazją na powtórzenie sobie materiału przed lekcją, jeżeli nie zrobiłeś tego w domu. Bo to już nie gimnazjum - musisz być przygotowany na każdą lekcję. Nie przyzwyczajaj się do odpisywania zadań, ale jeśli ktoś z Twoich kolegów o pracy domowej zapomniał - czasem możesz mu dać swoją do przepisania...

Czasami może Ci się zdarzyć fatalny dzień. Dobrze jest wtedy wygadać się komuś bliskiemu, ale jeżeli to nie pomaga, można pójść do szkolnego pedagoga lub psychologa. On zawsze pomoże, taka jego praca. To osoba niezwykle wyrozumiała, umiejąca słuchać... która mogą zabrać Cię czasem z nielubianej lekcji...

W takie beznadziejne dni warto się zastanowić, czy na pewno trzeba iść do szkoły. Czasami wystarczy pogadać z rodzicami, żeby zostać w domu. Ale na zajęcia i tak warto chodzić, bo nie ma się zaległości... Ja nie chodziłam na fizykę, bo się jej bałam. Zaległości miałam okropne, z każdą lekcją coraz większe. Z chemii czasem też uciekałam. A zdarzało się nie przychodzić na całe dnie. Jeżeli jednak decydujesz się na coś takiego, musisz wiedzieć, że będzie ci jeszcze trudniej. Wszystko potem trzeba nadrabiać, użerać się z nauczycielami - a nie warto.

Uczeń bez jedynki, to jak żołnierz bez karabinu?

Jedynki się zdarzają, ale najczęściej z głupoty: za nieodrobione zadania albo ściąganie w czasie sprawdzianu. To ostatnie jest najboleśniejsze wtedy, kiedy to ktoś ściągał od Ciebie, dlatego radzę uważać. Łatwo jest zarobić jedynkę na kartkówce, bo pytania są zupełnie innego rodzaju niż w gimnazjum. Teraz pamięciówki jest mnóstwo, nie wystarczy znać kilku przykładów - trzeba umieć je wszystkie. Obowiązuje także materiał z podręcznika do danego tematu, nawet jeżeli nauczyciel nie poruszał niektórych kwestii na lekcji - czasem nie da się zdążyć ze wszystkim w 45 minut.

Teraz łatwiej nie zaliczyć sprawdzianu, niż kiedyś. Każdy nauczyciel robi przed klasówką powtórzenie - rzetelny da podobne pytania na lekcji. Ale czasami zdarzają się niespodzianki i pytania nie są w rodzaju tych powtarzanych i wtedy pojawia się problem. No i nie ma pytań banalnych - nawet te najprostsze prezentują jakiś poziom. Aby dostać ocenę dopuszczającą musisz zebrać 40% (czasem 30%) punktów. Ale nawet ja miałam sprawdzian, na którym na 2 trzeba było zdobyć 80% - bo był bardzo ważny i faktycznie dało się - dostałam czwórkę.

Ale bez paniki. Tzw. "łatwe piątki" też się zdarzają i nauczyciele stawiają je często. Wystarczy powiedzieć coś trafnego na lekcji albo zgłosić się z prostym zadaniem domowym. Czasami profesorowie robią proste, ale niezapowiedziane kartkówki, żeby podciągnąć uczniom średnią... Przeważnie przed nimi ostrzegają mimochodem, także warto sobie brać to do serca i przeczytać chociaż ostatnią lekcję - to z reguły wystarcza.

Każdy sprawdzian możesz poprawić, ale kartkówki nie. Tak samo z zadaniami domowymi - żeby poprawić sobie ocenę, trzeba zgłosić się z nowym. Jedynek za karę poprawiać nie można nigdy, więc najlepiej ich po prostu nie mieć.

Kuć, nie kuć? - oto jest pytanie

Pozwólcie, że zacytuję moją panią profesor od fizyki: "Nie warto uczyć się wszystkiego. Pamiętajcie, żeby z rozszerzeń, które potem zdajecie na maturze, mieć piątki - z reszty wystarczą trójki". No, u niej mieć tróję to był wyczyn. Ale ona ma rację.

Po co uczyć się wszystkiego i nie mieć czasu na nic? Musisz sobie szybko sprecyzować, co chcesz robić w przyszłości, na jakie zamierzasz iść studia, żeby wiedzieć, jakie przedmioty są dla Ciebie ważne - i ich się uczyć, je kuć. A resztę powtarzać sobie od czasu do czasu, żeby było przyzwoicie.

Nie możesz zrezygnować z życia prywatnego, bo to teraz najpiękniejszy okres w Twoim życiu i możesz potem bardzo żałować. Należy znaleźć pewien złoty środek, pracować na to, co się opłaci i mieć na uwadze także rozrywkę. Da się :)

Nie łam się - przełam się :)

W liceum może być naprawdę fajnie!. Nawiązujesz nowe przyjaźnie, które trwać mogą do końca życia. Uczysz się tylu nowych rzeczy. Poznajesz siebie lepiej i upewniasz się w tym, co chcesz robić w przyszłości.

To czas nauki i zabawy. Piękny okres w życiu. Niektórzy mówią, że najpiękniejszy, dlatego trzeba go wykorzystać maksymalnie. Życzę szczęścia wszystkim!